16 października 2018

Uzbrojenie czołgu Conqueror

Paweł Przeździecki

czołg Conqueror

Główne uzbrojenie Conquerora stanowiła armata bruzdowana L1 kalibru 120 mm. Stanowiła ona wariant amerykańskiej armaty T123. Różniła się jednak znacznie od oryginału. Lufa T123 u nasady dwukrotnie gwałtownie się zwężała, w L1 zmiana średnicy ścian następowała płynnie. Dźwignię bezpiecznika przeniesiono z wnętrza wycięcia na klin zamkowy na tylną ścianę nasady. Była tam łatwo dostępna, zarówno dla ładowniczego, jak i dla działonowego. Samą nasadę obrócono o 90 stopni w lewo, przez co klin poruszał się poziomo zamiast w pionie.

Lufa armaty miała długość 7,2 m, co przekładało się na 60 kalibrów. W jej wnętrzu wykonano 42 bruzdy prawoskrętne. Armata występowała w dwóch odmianach. Pierwsza, oznaczona L1A1, wzorem T123 miała na zewnętrznej ścianie u wylotu lufy gwint pozwalający na nakręcenie urządzenia wylotowego, np. hamulca lub tłumika płomienia. Początkowo przewidywano bowiem wykorzystanie takiego urządzenia, głównie by poprawić warunki obserwacji w czasie strzelania. Z tego rozwiązania zrezygnowano jednak na etapie prac rozwojowych i w związku z tym ścianka lufy L1A2 u wylotu nie była gwintowana. Ponadto, mniej więcej w połowie długości lufy zamontowano duży samoczynny przedmuchiwacz.

Za wyhamowanie odrzutu L1 po strzale odpowiadały dwa hydrauliczne oporniki. Umieszczono je symetrycznie po obu stronach kołyski. Pojedynczy pneumatyczny powrotnik znajdował się pod armatą. Maksymalna długość odrzutu wynosiła 460 mm. Dla porównania, w przypadku amerykańskiego czołgu M103 za wyhamowanie armaty M58 (T123E1) po strzale były odpowiedzialne cztery oporniki, a długość odrzutu nie przekraczała 380 mm. Maksymalne ciśnienie w komorze nabojowej wynosiło 330 MPa. Wieża z głównym uzbrojeniem mogła się obracać o kąt pełny. W płaszczyźnie pionowej armata była naprowadzania w zakresie od -7 do +15 stopni. W przypadku tylnej strefy możliwość obniżenie armaty była mniejsza z powodu wysokości przedziałów silnikowego i transmisyjnego.

Conqueror wykorzystywał amunicję dwudzielną. Najpierw ładowniczy umieszczał w komorze nabojowej pocisk – jeden z dwóch rodzajów – a następnie odpowiednią łuskę z ładunkiem miotającym. Ładowanie ciężkiego naboju stanowiło spore wyzwanie dla jednego członka załogi (dla porównania, w M103 było dwóch ładowniczych), dlatego postanowiono wspomóc go mechanicznie. Opracowanie takiego urządzenia powierzono brytyjskiemu przedsiębiorstwu Molins Machine Company. Od lat 20. XX wieku był to znany wytwórca urządzeń do produkcji papierosów, jednak w czasie II wojny światowej spółka wniosła swój wkład w brytyjski wysiłek wojenny. Poza kompletowaniem pistoletów sygnałowych Molins projektował i dostarczał maszyny do taśmowania amunicji strzeleckiej, opracował również układy zasilania działek lotniczych Hispano-Suiza kalibru 20 mm. W przedsiębiorstwie powstały wreszcie zmechanizowane układy ładowania do armat 6-funtowych, wykorzystywanych jako uzbrojenie ścigaczy oraz samolotów Mosquito Mk XVIII.

Mechanizm pełnił rolę podajnika i dosyłacza. Zadaniem ładowniczego było ręczne doniesienie pocisku i łuski oraz umieszczenie ich w osobnych karetkach urządzenia. Po uruchomieniu układ przemieszczał części na linię dosyłania i wprowadzał do komory. Mimo że urządzenie zostało pozytywnie ocenione, zrezygnowano z jego instalacji na wozach seryjnych. Głównym powodem było zmniejszenie szybkostrzelności – krzepki ładowniczy był w stanie na początku starcia ładować nabój w ciągu 7 s, sekundę szybciej niż przy wykorzystaniu układu Molinsa. Ponadto mechanizm zajmował cenne miejsce w przedziale bojowym.

Innym problemem były wystrzelone łuski, nie tylko ze względu na rozmiary i masę. W czasie strzału nie spalał się cały ładunek miotający. Po wyrzuceniu łuski z komory nabojowej resztki prochu w kontakcie z powietrzem zaczynały się dopalać. W efekcie stalowa skorupa rozgrzewała się, z jej wnętrza zaś unosiły się toksyczne wyziewy. Dlatego Conqueror miał otrzymać dodatkowy mechanizm, którego zadaniem było usuwanie łusek bezpośrednio po strzale. Zadanie zaprojektowania wspomnianego urządzenia powierzono również przedsiębiorstwu Molins. Po strzale łuska opadała na płytę oporową, uruchamiając układ, zamontowany po prawej stronie armaty, za stanowiskiem działonowego. Platforma podnosiła się, przemieszczając wzdłuż prowadnicy w stronę luku umieszczonym w prawym boku wieży. Po osiągnięciu odpowiedniej pozycji układ otwierał pokrywę włazu i wyrzucał przezeń łuskę. Następnie luk się zamykał, platforma była sprowadzana do położenia dolnego i urządzenie było gotowe przed następnym strzałem. Cały cykl trwał ok. 5 s. W odróżnieniu od podajnika-dosyłacza, układ wyrzucania łusek Molinsa został wykorzystany w wozach seryjnych. Jego niezawodność okazała jednak bardzo niska. Po tym jak mechanizm odmawiał posłuszeństwa załodze pozostawało skorzystać z awaryjnego napędu ręcznego. Obsługiwał go dowódca, za pomocą mechanizmu korbowego, odpowiadającego za ruch platformy z łuską, oraz cięgła otwierającego i zamykającego luk w ścianie wieży. Procedura awaryjna zajmowała ok. 3 minut. W tym czasie dowódca nie mógł realizować swoich zadań, tzn. prowadzić obserwacji, wskazywać celów i po prostu dowodzić.

Alternatywą dla awaryjnej obsługi mechanizmu Molinsa było ręczne wyrzucanie łusek przez ładowniczego. Wymagało od czołgisty założenia rękawic, chroniących przed poparzeniem, podniesienia ważącej paręnaście kilogramów łuski i wypchnięcie przez wieżowy właz. Po wyrzuceniu łuski ładowniczy musiał zdjąć rękawice, ponieważ ładowanie armaty musiało odbywać się gołymi rękami. Przy takiej procedurze szybkostrzelność praktyczna drastycznie spadała. Ponadto zdarzały się przypadki poparzeń i urazów. W rezultacie układ Molinsa uważany był przez cały okres służby tego czołgu z jedno z najmniej udanych rozwiązań technicznych.

Z armatą został sprzężony karabin maszynowy L3A1 (Browning M1919A4) kalibru 7,62 mm. Umieszczono go po lewej stronie kołyski. Broń była zasilana taśmowo ze skrzynki o pojemności 250 nabojów. Ze względu na omówiony dalej układ stabilizacji marszowej kaem był bezużyteczny, dopóki wóz się poruszał. Drugi kaem L3A1 zamontowano nad stropem wieżyczki dowódcy. W odróżnieniu od broni sprzężonej z armatą można go było wykorzystywać także, gdy czołg znajdował się w ruchu.

Więcej na temat tej konstrukcji oraz czołgu M103 można dowiedzieć się z publikacji Czołgi ciężkie NATO. Cena 17,50 gr + 3 zł wysyłka: http://sklep.wozybojowe.pl/kategoria/prasa/wozy-bojowe-swiata-numer-specjalny-czolgi-ciezkie-nato

> regulamin