16 października 2018

Co się odwlecze… czyli czołgi ciężkie NATO

Eugeniusz Żygulski

Czołgi ciężkie NATO

W czasie II wojny światowej opracowano i wdrożono do produkcji rekordową ilość modeli czołgów ciężkich. Paradoksalnie jednak największa wojskowa potęga globu i niekwestionowany zwycięzca tej wojny – Stany Zjednoczone Ameryki – poskąpiły swej US Army czołgów ciężkich. Opracowany w czasie wojny amerykański czołg ciężki serii T1, choć już w maju 1942 roku standaryzowany jako Heavy Tank M6/M6A1, jeszcze w tym samym roku został uznany przez amerykańską armię za nieprzydatny na polu walki. Produkcja owych wozów, rozpoczęta pod koniec 1942 roku, została ograniczona tylko do 40 maszyn testowych, które niespiesznie produkowano aż do końca 1943 roku. Brak zainteresowania czołgami ciężkimi, wyrażony przez US Army w roku 1942 roku, wkrótce odbił się poważną „czkawką” na polach bitew II wojny światowej.

Ostatecznie US Army odniosła w II wojnie światowej niekwestionowane zwycięstwo, do którego czołgi ciężkie okazały się pozornie niepotrzebne. Pozornie, bowiem sami Amerykanie, na podstawie doświadczeń zwłaszcza z pól bitewnych zachodniej Europy z lat 1944-1945, uznali, iż o ile na poziomie operacyjnym czołgi ciężkie stanowić mogą jedynie uzupełnienie dla wciąż kluczowych i najważniejszych czołgów średnich, o tyle na poziomie taktycznym są jednakże przydatne i mogą – dzięki przewadze siły i zasięgu ognia oraz zwiększonej odporności – swą obecnością na polu bitwy przynieść wojskom własnym wiele korzyści.

Stąd jeszcze w 1944 roku czołgi ciężkie wróciły do łask, tyle, że na opracowanie i wdrożenie nowych konstrukcji tej klasy – w kontekście zaangażowania US Army w walki z Wehrmachtem – było już za późno. Dzięki ogólnie zwycięskim kampaniom nie trzeba było realizować nieco alarmowych działań w rodzaju opracowania i wysłania do Europy eksperymentalnych czołgów M6A2E1, czyli wyciągniętych z magazynów wozów serii M6 z zupełnie nowymi działami kal. 105 mm T5E1 – a coś takiego Amerykanie rozważali latem 1944 roku.
Po anulowaniu programu M6 w 1942 roku, Amerykanie uznali, że czołgi ciężkie nie będą przydatne na polu walki, a może raczej należałoby napisać, że relacja koszt-efekt nie wypada dla nich dobrze i stąd taka decyzja. Niemniej wizja lądowania w Europie, a zwłaszcza późniejsza konieczność przełamania linii umocnień Wału Zachodniego, który ochraniał Rzeszę od zachodu, wskazywał na konieczność opracowania maszyny bojowej przydatnej do walki z umocnieniami przeciwnika ogniem na wprost. Wóz z armatą dużej mocy – była to armata T5E1 kal. 105 mm – zaczęto więc opracowywać od marca 1944 roku jako czołg ciężki T28, a rok później przeklasyfikowano na działo samobieżne T95. W tym samym czasie US Army przełamała właśnie Wał Zachodni – czołgi ciężkie lub działa samobieżne do niszczenia umocnień, które zapewne pomogłyby to zrobić szybciej i sprawniej, nie zostały dostarczone. Pierwszy kadłub T95 zaczęto kompletować dopiero latem 1945 roku, zaś kompletne, prototypowe działo szturmowe ukończono w grudniu. Ostatecznie wóz przekwalifikowano raz jeszcze, tym razem na Superheavy Tank T28 i jako taki pozostał tylko prototypem, wykonanym w dwóch egzemplarzach.

T28/T95 z założenia nie miał być czołgiem stworzonym z myślą o walce z innymi czołgami. Do 1944 roku w US Army obowiązywało przekonanie, że takie zadania należy powierzyć niszczycielom czołgów, ewentualnie zadanie to wezmą na siebie własne czołgi średnie. Niemniej przewaga ogniowa ciężkich czołgów niemieckich w Normandii była na tyle deprymująca, iż we wrześniu 1944 roku nakazano rozpoczęcie prac nad własnym czołgiem ciężkim o charakterystykach ogniowych przewyższających niemiecki Tiger II. Amerykańscy wojskowi zlecili prace nad dwoma wariantami nowej maszyny – czołgiem uzbrojonym we wspominane już działo kal. 105 mm T5E1, nazwanym T29, oraz maszyną T30, uzbrojoną w gargantuiczną jak na czołg armatę kal. 155 mm model T7. Nowy czołg miał zostać zaprojektowany możliwie szybko, wykorzystując jak najwięcej podzespołów z wdrażanego właśnie wozu M26, przyszłościowego czołgu średniego US Army (który z przyczyn propagandowych przez rok też nazywano czołgiem ciężkim).

Jeszcze w marcu 1945 roku, tuż przed przekroczeniem przez amerykańską armię Renu, zdecydowano się zamówić 1200 nowych czołgów ciężkich T29, potem zamówienie redukując nieznacznie do 1150 sztuk. Tyle tylko, że do zakończenia wojny w Europie żaden T29 i T30 nie został zbudowany, a na pracach były dopiero elementy pierwszych prototypów. Gdy poddała się też Japonia, produkcję seryjną czołgów T29 i T30 po prostu anulowano, a armia była zainteresowana wykonaniem już tylko kilku prototypów do testów. Czołgi te – osiem T29 i dwa T30 – dostarczono, zgodnie z kontraktem, dopiero w 1947 roku i 1948 roku.

Trzecim niedoszłym czołgiem ciężkim wspomnianej serii był jeszcze wóz oznaczony jak T34. Wiosną 1945 roku US Army zleciła, aby na bazie przyszłego czołgu T30 opracować jego wariant z armatą T53 kal. 120 mm, a sam wóz nazwać właśnie T34. Wykonano dwa pojazdy do testów, produkcji nigdy nie podjęto. Do produkcji nie trafił również czołg ciężki T32, czyli wykonany w czterech egzemplarzach w roku 1946, gruntownie przebudowany, uzbrojony m.in. w nowe działo i grubszy pancerz, czołg średni M26.

Jak zatem widać, US Army, mimo wstrząsu jaki wywołało w jej szeregach zatknięcie się z ciężkimi czołgami przeciwnika w czasie II wojny światowej, przez wiele lat nie dało do ręki swych żołnierzy analogicznej broni – własnego czołgu ciężkiego. Od 1944 roku nie negowano już potrzeby posiadania takiego wozu, ale ponieważ wkrótce wojna się skończyła, nie było już pieniędzy i determinacji, aby takie wozy produkować seryjnie. Pozostawały testy prototypów i badanie rozwiązań, które mogłyby okazać się przydatne w przyszłości. Nawet fakt, że Armia Radziecka dysponowała kilkoma tysiącami własnych czołgów ciężkich, wozów IS-2, IS-3 oraz IS-4, uzbrojonych w potężne armaty kal. 122 mm, z początku nie spędzał snu z powiek planistów w Pentagonie – ZSRR był bowiem państwem sojuszniczym. Do czasu. W 1948 roku było już jasne, że nastały czasy zimnej wojny, a dawny sojusznik urósł do rangi nowego, potężnego zagrożenia. Stąd w tymże roku do łask powróciła też koncepcja opracowania wreszcie dla US Army czołgu ciężkiego z prawdziwego zdarzenia. Wóz taki, oznaczony wstępnie jako T43, miał zostać uzbrojony w armatę kal. 120 mm. Był to początek drogi, która miała wreszcie dać amerykańskiej armii tak naprawdę jedyny w jej historii liniowy czołg ciężki M103.

O czołgu M103 oraz o brytyjskim FV 214 Conqueror przeczytacie w kolejnym tomiku „Wozy Bojowe Świata – numer specjalny” – Czołgi ciężkie NATO, który jest do kupienia WYŁĄCZNIE w naszym sklepie internetowym sklep.wozybojowe.pl 

Poniżej prezentujemy fragmenty publikacji

Życzymy udanej lektury
Redakcja

> regulamin