25 listopada 2017

Tankietka TKS – polski lekki czołg rozpoznawczy

Norbert Bączyk

tankietka TKS - polski lekki czołg rozpoznawczy

Tankietki TK i TKS, zwane też czasem „półczołgami”, a wedle oficjalnej wojskowej nomenklatury czołgami rozpoznawczymi, były podstawowymi pojazdami pancernymi w Wojsku Polskim w latach 30. XX wieku oraz podczas wojny w 1939 roku. Decyzja o ich wprowadzeniu do uzbrojenia zapadła w 1929 roku, kiedy to, wobec negatywnych doświadczeń z użyciem półgąsienicowych samochodów pancernych, poszukiwano nowego pojazdu opancerzonego dla pododdziałów rozpoznawczych piechoty i kawalerii. Wybór padł na lekki, częściowo opancerzony pojazd Carden-Loyd Mk. VI brytyjskiej firmy Vickers-Armstrong Ltd, którego 10 egzemplarzy kupiono w tym właśnie roku. Więcej oryginalnych angielskich wozów kupować nie zamierzano, w zamian nabywając licencję na ich produkcję w kraju w oparciu o ulepszony model własny, opracowany w latach 1930–1931, a nazwany TK (TK-3). W 1931 roku w podwarszawskich zakładach Państwowych Zakładów Inżynierii w Czechowicach ruszyła produkcja tankietek TK, których w latach 1931–1933 wyprodukowano łącznie 300 sztuk. Tankietka TK, mimo szeregu poprawek względem brytyjskiego pierwowzoru, wśród których na plan pierwszy wymienić należy całkowicie zamknięty przedział załogi, posiadała także wiele poważnych wad. Pojazd ten, opancerzony blachami pancernymi o maksymalnej grubości 8 mm, nie był odporny na ostrzał z broni ręcznej piechoty z użyciem amunicji przeciwpancernej. Widoczność z TK była bardzo ograniczona tak dla kierowcy, jak i dowódcy-strzelca. W tankietkach montowano niezbyt nowoczesne, importowane jednostki napędowe, choć w kraju uruchomiono już licencyjną produkcję bardziej zaawansowanych silników. W tej sytuacji, wobec perspektywy dalszej produkcji w PZInż rzeczonych wozów rozpoznawczych, zdecydowano się poddać tankietkę modernizacji. W ten sposób powstał czołg rozpoznawczy TKS. Pierwsza, jeszcze próbna partia 20 TKS z kadłubem wykonanym ze zwykłej stali, została dostarczona Wojsku Polskiemu w sierpniu 1933 roku. Tankietka TKS była dwuosobowym, pancernym pojazdem rozpoznawczym. Ważyła 2,6 tony, miała długość 2580 mm, szerokość 1796 mm, wysokość 1326 mm i prześwit 325 mm. W odróżnieniu od TK, napędzanej silnikiem Forda, w TKS zamontowano licencyjny silnik FIAT 122AC o pojemności 2,5 litra i mocy 42 KM, wymieniony od 83 egzemplarza seryjnego na nieco lepszy FIAT 122BC o pojemności 3 litrów i dający 47 KM mocy. Wprowadzona została nowa 4-biegowa skrzynia biegów (w miejsce 3-biegowej) oraz nowe sprzęgło. TKS miały też szersze gąsienice (170 mm zamiast 140 mm), odmienne ich napinacze i wzmocnione resory. Przebudowana została bryła kadłuba pojazdu. Wizjer kierowcy został cofnięty, tak by zrobić miejsce na boczne, lewe stanowisko obserwacyjne dla dowódcy-strzelca, którego stanowisko uległo dzięki temu sporemu przeobrażeniu. Ponadto przeprojektowano wizjery – zamiast uchylanych okienek, pojawiły się mniejsze, uchylane klapy ze szczelinami obserwacyjnymi. Tam gdzie było można, płyty pancerne kadłuba pochylono, dzięki czemu wyższa była ich wartość sprowadzona. Przednie płyty pancerne pogrubiono z 8 do 10 mm, tak aby nie dało się ich przestrzelić ze zwykłego karabinu pociskiem przeciwpancernym. Płyty boczne miały grubość 8 mm i ułożono je pod kątem ostrym 6 mm. Strop kadłuba miał grubość 4 mm, podobnie jak dno pojazdu. Kierowca otrzymał peryskop, a dowódca specjalny, obrotowy peryskop konstrukcji inż. Rudolfa Gundlacha, umożliwiający jednoczesną obserwację w przód i tył. Celowanie z ckm kal. 7,9 mm Hotchkissa wz. 25 ułatwiała teraz luneta celownicza, w miejsce znanej z TK prostej muszki i szczerbinki. Broń pojazdu osadzono w nowoczesnym jarzmie kulistym. Wszystkie te zmiany sprawiły, że osłona pancerna i świadomość sytuacyjna załogi wozu uległy zdecydowanej poprawie. TKS rozpędzał się do 45 km/h po drodze, miał na niej zasięg do 180 km, w terenie był on ograniczony do 110 km.

Więcej informacji i liczne zdjęcia tankietki w numerze specjalnym Wozów Bojowych Świata zamieszczonym na 16 GB pendrivie w kształcie tankietki dostępnym w naszym sklepie internetowym: http://sklep.wozybojowe.pl

Władysław Tritt, w 1939 roku podoficer w dywizjonie pancernym Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, w 1964 roku tak wspominał jeden z epizodów walk wrześniowych: […] Po kilku dniach utarczek nad Bzurą […] po krótkim postoju przygalopował goniec od dowódcy Brygady Kawalerii gen. [bryg. Romana] Abrahama, ażeby czołgi z działkami jechały w puszczę, gdyż wykryto nieprzyjacielską broń pancerną. Wjeżdżając jako pierwszy w las drogą bardzo piaszczystą na zbożu wyżyny minął mnie czołg drugi w tej kolejności zostaliśmy (z bardzo bliska – około 30 m) zaskoczeni z działek i ckm-ów. Zajmując błyskawicznie stanowisko strzeleckie, wykorzystując za osłonę duże mrowisko, spoza którego wystawało tylko działko,  ujrzałem przez lunetę celownicza w zaroślach biały krzyż i ogień w naszym kierunku z działka i 2-ch ckaemów (gdyż takie miały uzbrojenie). Tak ja go seryjką, a potem pojedynczo, aż buchnął płomień. Następnie skierowaniem jarzma dostałem w celownik drugi czołg ziejący ogniem, z którego po kilku strzałach buchnął dym i tym samym zamilkł, lecz w stosunku do trzeciego byłem bezbronny stojąc bokiem czekałem, aż kierowca skieruje czołg w kierunku nieprzyjaciela. […] Widząc to, że dwaj kamraci się palą,  trzeci nieprzyjacielski czołg ruszył, ażeby wycofać się do głównej swej siły w kierunku naszej dwójki [drugiego czołgu] i działka kawalerzystów, które jeszcze swoim tyłem przy nadrzuceniu wywrócił, co już mu niewiele pomogło bo już był ostrzeliwany przez nas wszystkich aż do zapalenia.

> regulamin