25 września 2017

Żagański niszczyciel

M36-2 Żagań

W Żaganiu zobaczyć można niszczyciel czołgów M36. Choć na tym typie wozu bojowego nie walczyli Polacy, upamiętnia on dziś pancerniaków gen. Maczka

M36 Irak

Jak M36 trafił do Polski? Odpowiedź wiąże się z udziałem Wojska Polskiego w okupacji Iraku na początku XXI wieku. Wówczas to oficerowie 11. Dywizji Kawalerii Pancernej czynili starania o pozyskanie jakiegoś zabytkowego czołgu, jaki w ostatnich latach II wojny światowej znajdował się na wyposażeniu 1. DPanc gen. Stanisława Maczka. Wiązało się to z prowadzoną w Żaganiu akcją upamiętniania dywizji i jej dowódcy. Z oczywistych względów poszukiwano przede wszystkim czołgu typu M4 Sherman – najpopularniejszego wozu pancernego aliantów. Jednakże działania podejmowane w kraju, mimo osobistego zaangażowania w ten niecodzienny projekt ówczesnego dowódcy „Czarnej Dywizji”, gen. dyw. Waldemara Skrzypczaka, nie przyniosły wymiernego efektu (choć od lat w Polsce znajdował się już Sherman, w kanadyjskiej odmianie Grizzly, w zbiorach MWP). Czego nie udało znaleźć się nad Wisłą, znalazło się nad Eufratem w Iraku. W okresie działania IV zmiany PKW Irak gen. Skrzypczak natknął się na złomowisku pojazdów dawnej armii irackiej na coś, co bardzo przypominało pilnie poszukiwanego Shermana.

Początkowo znalezisko zidentyfikowano nazbyt optymistycznie właśnie jako M4, następnie doprecyzowano, że jest to M36. Czyli opracowany w 1943 roku i produkowany w latach 1944-45 amerykański niszczyciel czołgów zwany „Jackson” (gen. konfederatów poległy w wojnie secesyjnej), uzbrojony w armatę kal. 90 mm. W czasie II wojny światowej z M36 formowano samodzielne bataliony przeciwpancerne, przydzielając je w zależności od sytuacji większym jednostkom. „Jackson”, dzięki zaadaptowanej potężnej armacie plot kal. 90 mm, okazał się doskonałym orężem w walce z czołgami niemieckimi, a pierwszy raz użyto go na szerszą skalę w czasie bitwy w Ardenach. Po wojnie Amerykanie zakonserwowali część z nich, resztę przekazując swym sojusznikom. M36 trafiły więc m.in. do Włoch i Francji, następnie armii Korei Południowej, Pakistanu czy Iranu. Wraz z lżejszymi M18 zasiliły nawet arsenały Jugosławii. Co ciekawe, mimo leciwego wieku, ostatni raz M36 walczyły w wojnie Irak-Iran w latach 1980-88, a nawet w Chorwacji i Bośni w połowie lat 90. XX wieku!

Choć odnaleziony na złomowisku wóz nie okazał się upragnionym Shermanem, pomyłka była w gruncie rzeczy niewielka. Znaleziony pojazd jest bowiem odmianą M36 B1, zbudowaną właśnie na podwoziu czołgu M4 w odmianie A3. Zasadniczo różni się od czołgu tylko wieżą – większą i co najważniejsze pozbawioną dachu. Właśnie detal w postaci braku stropu wieży sprawia, iż choć „Jackson” wygląda jak czołg, to formalnie nim nie jest.

Kilka irańskich M36 zostało zdobytych przez Irakijczyków, stając się wkrótce pomnikami wojennymi. Jeden z nich mogli oglądać także nasi żołnierze. Stał na betonowej podstawie w okolicy skrzyżowania obok meczetu i naprzeciw ruin budynku partii al – Baas przy wjeździe do miasta Ad Diwaniyah w prowincji Qadishija, budząc zainteresowanie wojskowych pasjonatów dawnych militariów. Następnie niszczyciel został ściągnięty z postumentu i przez złomowisko trafił ostatecznie do warsztatów samochodowych w Obozie Echo.

W chwili przejęcia pojazdu na wieży M36 wciąż widniały oznaczenia irańskie. Podczas wojny Irak-Iran trzykrotnie trafiły go pociski przeciwpancerne pod różnymi kątami, w boczny pancerz z prawej i lewej strony. Jego stan był jednak zadziwiająco dobry. Na gąsienicach zachowały się gumowe elementy, a na gumowanych kołach dało się odczytać logo producenta „Good-Year”. Zachował się nawet fotel kierowcy, część instalacji elektrycznej oraz elementy silnika (korbowód). Wóz przeszedł w roku 1952 modernizację w USA, kilka zmian wprowadził też irański użytkownik. Na całym pancerzu widoczne są napisy wykonane sprayem. Efekt działalności „artystycznej” żołnierzy bułgarskich lub ukraińskich.

Wkrótce w operację pozyskania odnalezionego wozu dla strony polskiej włączył się gen. Skrzypczak, widząc w tym niespodziewaną  okazję do realizacji planów z Żagania. Oczywiście wszystko należało przeprowadzić bardzo starannie, w zgodzie z literą prawa. Dlatego PKW zaangażował w działania polską ambasadę, zaś M36 mógł trafić w nasze ręce wyłącznie jako iracki dar. Ostatecznie pojazd jest właśnie darem 8. Dywizji nowej armii irackiej dla Polaków za pomoc przy formowaniu i szkoleniu jej żołnierzy. Ostatecznie wóz trafił do Żagania, gdzie obok czołgów T-34, T-55 i T-72 upamiętnia losy 1. DPanc, 1. KPanc i okres powojenny, będąc właśnie „zachodnim” uzupełnieniem skweru pancerniaka. Kilku malkontentów-wojskowych maniaków zapewne pokręci nieco nosem, bo formalnie takich niszczycieli czołgów w 1. Dywizji Pancernej nie było, ale mając na uwagę skalę tego projektu to doprawdy drobiazg.

Niszczyciel czołgów M 36 B1 w liczbach:
podwozieczołg                               M4A3
masa                                               27 ton
załoga                                             5 osób
grubość pancerza                         12-50 mm
silnik                                              Ford GAA V8, 18 l, 500 KM
maksymalna prędkość               48 km/h
zasięg (po drodze)                       240 km
działo kal.                                      90 mm
zapas amunicji                            47 szt.
karabin maszynowy kal.           12,7 mm
karabin maszynowy kal.           7,62 mm

> regulamin