25 września 2017

Tragarze czołgów

Oshkosh M1070

Amerykańskie ciężarówki kojarzą się na ogół z „pociągami drogowymi” – wielkimi ciągnikami siodłowymi z silnikiem umieszczonym przed kabiną. Ociekające chromem, prowadzone przez kierowców tworzących własną subkulturę, mkną przez dziesiątki stanów. Coś z tej legendy odnaleźć można także w amerykańskiej armii za sprawą firmy Oshkosh.

Ciężarówki Oshkosh Truck Corporation są końmi roboczymi US Army. Długie, czteroosiowe wozy rodziny M970 i M980, zwane HEMTT (Heavy Expanded Mobility Tactical Truck), każdego dnia pokonują w konwojach setki kilometrów, dostarczając garnizonom rozsianym po licznych bazach w różnych zakątkach świata żywność, amunicję czy paliwo. Dziś na swojej drodze spotykają je również kierowcy w Polsce. Obok „pudełkowatych” HEMTT w amerykańskich arsenałach spotkać też można ciężarówki Oshkosh MTVR oraz potężne HETS. Wprawdzie nawet wśród jankesów mało kto pamięta  rozwinięcia tych enigmatyczne nazw (MTVR – Medium Tactical Vehicle Replacement), ale ich kształty rozpoznawane są natychmiast. Widok MTVR oznacza obecność w pobliżu Marines, głównego użytkownika ciężarówek. Natomiast kolumna HETS to ostrzeżenie, że za chwilę do akcji wejdą czołgi.

Największe wrażenie robią bez wątpienia HETS, czyli Heavy Equipment Transporter System – zestawy do przewozu ciężkiego sprzętu. Na każdy składa się ciągnik siodłowy Oshkosh o znaczeniu wojskowym M1070 oraz naczepa System&Electronics M1000. Nie sposób przeoczyć ich na parkingach amerykańskich baz wojskowych. Ciężarówki o czterech osiach, wysokie na 3,5 metra i długie prawie na dziesięć widać z daleka. Z zamontowanymi naczepami mierzą już blisko dwadzieścia metrów. Oglądając taki wóz można pomyśleć, iż jego projektanci „przespali” gdzieś ostatnie 30 lat. Kabina jest kanciasta, silnik zaś skryty pod wystającą, ale stosunkowo krótką i mało efektowną maską. W Europie zachodniej już dawno nikt nie robi takich ciężarówek. Aż trudno uwierzyć, iż te wozy wprowadzono do służby w US Army dopiero w latach 90. ubiegłego wieku.

Jankesi mają swój specyficzny gust, zresztą w przypadku HETS liczy się efektywność, nie efektowność. Pojazd jest stosunkowo prosty w obsłudze, masywna maska tak jak w HMMWV okazuje się lekką atrapą z tworzyw sztucznych, kabina mieści zaś aż sześciu pasażerów. W ciągniku, obok kierowcy, ma bowiem podróżować również załoga przewożonego na naczepie ciężkiego wozu gąsienicowego. Opcjonalnie na M1000 wjedzie czołg Abrams, haubica samobieżna M-109 lub dwa bojowe wozy piechoty Bradley. Ich załadunek ułatwiają specjalne wyciągarki oraz bardzo niska wysokość naczepy. HETS z czołgiem waży już 104 tony, ale silnik V8 Detroit Diesel o mocy pół tysiąca KM, z przeniesieniem napędu na osiem kół, może rozpędzić ten „pociąg drogowy” do ok. 60 km na godzinę.

Toporne Oshkosh M1070 zawitały też do Europy. Zdecydowała się na nie armia brytyjska, gdzie zostały przyjęte do uzbrojenia jako M1070F. W wersji europejskiej znacznie jednak „złagodniały”. Zamiast prostej, kwadratowej osłony silnika wersja F dysponuje bardziej opływową maską. Pod nią znajdziemy też inną jednostkę napędową. Wyspiarze zażyczyli sobie Caterpillara C18 o mocy aż 700 KM. Dzięki temu cięży o kilka ton od pierwowzoru ciągnik siodłowy jest szybszy i bardziej wydajny. Bez obciążeń wyciągnie nawet 85 km/h, natomiast zwykły M1070 tylko 72 km/h. Obok większej mocy C18 ma on także inną zaletę – spełnia wysokie normy czystości spalin Euro III. Nowe są również reflektory, zderzaki oraz naczepa do przewozu czołgów Challenger czy BWP Warrior – wyposażona aż o siedem osi King Trailer GTS 100. Tak odmieniony HETS przypomina już elegancką ciężarówkę Scanii czy Volvo. Aż trudno uwierzyć, że to Oshkosh.

> regulamin