16 października 2018

Sturmgeschütz IV

Eugeniusz Żygulski

W polskich zbiorach

Zimą 1945 roku rejony centralnej Polski stały się widownią kolejnego załamania się obrony niemieckiej na froncie wschodnim. W wyniku uderzeń wojsk 1. Frontu Białoruskiego i 1. Frontu Ukraińskiego Grupa Armii „A” Wehrmachtu, a przede wszystkim jej 9. Armia i 4. Armia Pancerna broniące odcinka środkowej Wisły, zostały rozbite, a ich resztki zmuszone do odwrotu na zachód. Hitler starając się zatrzymać załamujący się front popełnił poważny błąd, nakazując 14 stycznia przerzucić z Prus Wschodnich na zagrożony odcinek odwodowy korpus pancerny „Grossdeutschland”. W jego skład wchodziła doborowa dywizja o tej samej nazwie oraz sformowana niedawno dywizja grenadierów pancernych „Brandenburg”. Ponieważ dywizja „Grossdeutschland” została już związana walką, na południe wyruszyły dywizja „Brandenburg” oraz Dywizja Spadochronowo-Pancerna „Hermann Göring”. Oba te związki zostały zaskoczone praktycznie jeszcze w transportach kolejowych przez nacierające oddziały Armii Czerwonej na linii Kutno – Łódź – Piotrków Trybunalski i rozdzielone na osobne grupy bojowe, od 16 stycznia same musiały w nieładzie cofać się na zachód. Wśród oddziałów zaskoczonych w rejonie Kutna i zmuszonych do pospiesznego rozładunku, był także Panzer-Jäger-Abteilung „Brandenburg”. Dosłownie batalion łowców czołgów, a faktycznie batalion przeciwpancerny dywizji, był wówczas typową jednostką tego rodzaju i posiadał etat złożony z trzech kompanii liniowych, w tym dwóch wyposażonych w działa samobieżne (1. i 2.) oraz jedną kompanię z działami holowanymi (3.). Panzer-Jäger-Abteilung „Brandenburg” nie miał jeszcze okazji współdziałać ze swą nową, macierzystą dywizją. Sformowany jak ona dopiero jesienią 1944 roku, etatowe 21 dział samobieżnych dla dwóch kompanii i dowództwa otrzymał dopiero na początku stycznia 1945 roku. Były to fabrycznie nowe Sturmgeschütz IV. Zgodnie z praktyką oddziałów przeciwpancernych, jego zgrywanie odbywało się teraz na wielkim poligonie przeciwpancernym w okolicach Mławy. Tam też zastał go alarm, który ostatecznie w transporcie kolejowym pchnął batalion na południe. Rozładunek w Kutnie 17 i 18 stycznia odbywał się już w bezpośrednim zagrożeniu natarciem przeciwnika. Batalion, częściowo rozproszony, zaczął wycofywać się na zachód. Kilka dział samobieżnych z 2. kompanii dotarło wieczorem 18 stycznia 1945 roku w rejon miejscowości Grzegorzewo, wycofując się nasypem kolejowym magistrali Warszawa – Poznań. Tam, w czasie forsowania niewielkiej, częściowo zamarzniętej rzeki Rgilewka (most kolejowy został wysadzony), jedno z dział samobieżnych częściowo lub całkowicie zatonęło. Najprawdopodobniej połowa załogi zginęła na miejscu, pozostali żołnierze zostali później odnalezieni przez Rosjan i rozstrzelani. Wóz zagrzebał się w korycie rzeki i jego wydobycie w celu złomowania, podjęte po wojnie, nie powiodło się. StuG IV stopniowo pogrążał się w ziemi i ostatecznie przeleżał pod dnem mulistej rzeki przeszło 60 lat. Dopiero w latach 2007 i 2008 w dwóch dużych akcjach wydobywczych udało się go wyciągnąć na powierzchnię. Następnie działo samobieżne trafiło do Poznania (akcja wydobycia organizowana była przez ekipę z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych i tamtejszego Muzeum Broni Pancernej), gdzie w Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych S.A. poddane zostało gruntownemu remontowi. Właściwie zakończył się on, przy dużej pomocy pasjonatów, latem 2009 roku. Obecnie pojazd jest zdolny do ruchu o własnych siłach. Pojazd odnaleziony w Grzegorzewie był jednym z 49 wozów wykonanych w grudniu 1944 roku. Wciąż posiadał klasyczne podwozie czołgu Pz.Kpfw. IV Ausf. H, ale dysponował też serią modyfikacji, które wprowadzono dopiero jesienią 1944 roku, a które przedstawiono wyżej.

Jest to już drugi odnaleziony i eksponowany w polskim muzeum Sturmgeschütz IV. Pierwszy taki wóz, w znacznie gorszym stanie, został wydobyty w 1999 roku na Pomorzu i obecnie, częściowo zrekonstruowany, znajduje się w Muzeum Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej.

> regulamin