25 listopada 2017

Rosomak wsparcia – konieczność czy fanaberia?

Norbert Bączyk

Wozy z ciężkim uzbrojeniem

Cechą charakterystyczną w działaniach sił francuskich i południowoafrykańskich w wojnach toczonych na obszarze Afryki było oparcie własnych zgrupowań taktycznych o różnorodne kołowe wozy bojowe, w tym wozy z ciężkim uzbrojeniem (używając obowiązującej w Polsce nomenklatury standaryzacyjnej, która rozróżnia takie pojazdy, z racji słabszego opancerzenia, a często też zupełnie innej funkcji taktycznej oraz niskiej masy własnej, nie nazywając wprost czołgami). Te ostatnie zastępowały w walce klasyczne czołgi, używane rzadko lub zgoła wcale. Armia francuska dysponowała już wówczas takimi pojazdami jak AMX 10 RC (uzbrojenie główne – armata 105 mm F2 BK MECA L/48), ERC 90 Sagaie (uzbrojenie główne armata CN90 F1/F4 kal. 90 mm) oraz nielicznymi VBC 90 (armata F4 kal. 90 mm), choć w walce użyto również starszych AML 90 (uzbrojenie główne armata CN90 F1 kal. 90 mm). Formalnie pojazdy te były silnie uzbrojonymi wozami rozpoznawczymi kawalerii. W rzeczywistości pełniły również rolę niszczycieli czołgów oraz przede wszystkim wozów wsparcia bezpośredniego piechoty. Z kolei SADF (South African Defence Force) użytkowały w konfliktach na południu Afryki w podobnej roli m.in. pojazdy 4×4 Eland 90 (lokalna wersja wozu AML 90, licencyjne oznaczenie armaty GT 2) oraz tak samo uzbrojone, cięższe 6×6 Ratel 90.

W latach 80. uzbrojenie pojazdów 4×4 AML 90/Eland 90, będących niczym więcej jak tylko lekkimi pancernymi samochodami rozpoznawczymi, było już zupełnie niewystarczające w walce z nowymi modelami czołgów, jednakże w konfliktach lokalnych używano głównie starszych konstrukcji, takich jak T-34-85, T-55 czy chińskich Typ 62. Dzięki dobremu wyszkoleniu załóg i skutecznej taktyce lekkie wozy kołowe potrafiły nawiązać z nimi walkę, choć jak podkreślano, przewaga była wyraźnie po stronie przeciwnika. W tym okresie do linii wchodziły już jednak cięższe wozy tej klasy, w układach 6×6 i 8×8. Wspomniany AMX 10 RC pojawił się na wyposażeniu armii francuskiej w 1980 roku, posiadając armatę kalibru 105 mm. Była to nowa jakość w tej kategorii wozów bojowych. Armata 105 mm była bowiem wówczas standardem dla czołgów II generacji powojennej (AMX-30, Leopard 1, M60, Pz 61), dopiero zastępowanych najnowszymi konstrukcjami III generacji, a stosowane pociski podkalibrowe gwarantowały penetrację większości ówczesnych pancerzy czołgowych. Co ważne, celem zachowania niewielkiej masy pojazdu (16 ton), Francuzi osadzili armatę w stosunkowo małej i lekko opancerzonej wieży, bowiem jak pokazały wyniki badań wozów prototypowych np. w Niemczech czy RPA, próba osadzenia na nośniku kołowym klasycznej wieży czołgowej skutkowała gwałtownym, nie akceptowalnym wzrostem masy oraz licznymi problemami eksploatacyjnymi.

Masowe wprowadzenie nowocześniejszych i lepiej opancerzonych czołgów w ostatniej dekadzie zimnej wojny, w połączeniu z rozwojem pancerzy specjalnych, szybko ograniczyło jednak skuteczność armat kal. 105 mm. Pewien postęp nastąpił ponownie wraz z wdrożeniem kolejnych edycji bardziej skutecznej amunicji przeciwpancernej (np. współczesny 105-mm przeciwpancerny pocisk podkalibrowy APFSDS-T M1060CV o prędkości początkowej 1620 m/s osiąga przebijalność pancerza odpowiadającego do 560 mm odporności stali jednorodnej grubości w odległości 2000 m, co pozwala na skuteczne podjęcie walki z czołgami rodziny T-72A, T-72M1 oraz T-72B, natomiast już mniej pewne z T-72B model 1989 o wzmocnionym opancerzeniu), ale wobec stale odbywającego się wyścigu technologicznego pocisk-pancerz  (pancerz czołowy T-90 oceniany jest już na odpowiadający odporności stali jednorodnej grubości 650 mm) należy uznać, że armaty kal. 105 mm będą stopniowo deklasowane przez coraz skuteczniejszy system ochrony nowych czołgów. Odznaczają się one przy tym gorszymi o 20-30% właściwościami penetracji pancerzy w porównaniu do najnowszych odmian armat kal. 120 mm (oraz stosowanych w nich nowoczesnej amunicji).

Wracając do ostatnich dwóch dekad XX wieku należy podkreślić, że koniec zimnej wojny nie zakończył dynamicznego rozwoju kołowych wozów z ciężkim uzbrojeniem, czyli armatami kal. 105 mm. Jednym z najbardziej udanych wozów tej kategorii stał się włoski B1 Centauro, opracowany w drugiej połowie lat 80. i wprowadzony na uzbrojenie w 1992 roku. Ma on masę bojową 25 ton i układ 8×8, była to więc konstrukcja już wyraźnie większa niż AMX 10. Uzbrojeniem stała się adaptowana z licencyjnych czołgów Leopard 1, lokalna armata Oto Melara 105 L/52, będąca w dużej mierze kompatybilna z brytyjskim działem L7, najpowszechniejszą armatą czołgów zachodnich II generacji, w tym wzmiankowanych Leopardów. Działo osadzono w dużej, trzyosobowej (dowódca, działonowy, ładowniczy) wieży Hitfact 105 z nowoczesnymi systemami SKO i masie własnej 5,1 tony. Pojemny kadłub i wieża pozawalają zabrać do 40 nabojów. Pojazd ten trafił na wyposażenie armii włoskiej, a także hiszpańskiej. Kilkanaście pojazdów zostało wypożyczonych w 2000 roku przez US Army w czasie testów praktycznych rozwiązań programu Stryker. Powstała również odmiana uzbrojona w armatę kal. 120 mm L/45, w wieży Hitfact 120 (masa 5,8 tony), jednak ta wersja nie znalazła jak dotąd szerszego zainteresowania.

Francuskim odpowiednikiem Centauro był opracowany w połowie lat 90. XX wieku 28 tonowy wóz 8×8 Vextra 105 z armatą Giat TML 105, który jednak nie trafił do produkcji seryjnej. Podobne wozy opracowywano też w innych krajach, zarówno w układach 6×6 jak i 8×8, a zatem w przedziałach masowych poniżej 20 ton i powyżej 20 ton. Praktycznie każda nowa kołowa, uniwersalna platforma tego typu ma przynajmniej jako opcję montaż wieży z armatą kal. 90-105 m. W Chinach zbudowano jednocześnie kilka różnych pojazdów tej kategorii, z wykorzystaniem kołowych nośników ZBL 09 i PTL 02. Większość wież jest załogowa. Jednym z najbardziej awangardowych wozów bojowych z ciężkim uzbrojeniem jest M1128 Stryker Mobile Gun System, opracowany dla potrzeb brygad zmechanizowanych z wozami rodziny Stryker (masa własna poniżej 20 ton). Użyta w nim armata kal. 105 mm M68A2 (kolejny wariant armaty L7) osadzona jest w zautomatyzowanej wieży. Jednostka ognia wynosi 18 pocisków (podkalibrowych, kumulacyjnych, odłamkowych i burzących). Zaawansowanie tej konstrukcji zostało jednak okupione wysokim stopniem awaryjności i w konsekwencji jest to źródłem poważnej troski użytkownika, czyli US Army.

Rosomak i Wilk

Do czasu wejścia do NATO idea sił średnich opartych wyłącznie na platformach kołowych była właściwie obca planistom Wojska Polskiego, choć już w okresie funkcjonowania Układu Warszawskiego armia użytkowała dość masowo zarówno kołowe wozy rozpoznawcze, artyleryjskie jak i transportery opancerzone. TO SKOT stanowiły wyposażenie wielu batalionów piechoty zmechanizowanej w pułkach zmechanizowanych, będąc jednak systematycznie zastępowane przez BWP-1. To właśnie BWP-1 były początkowo zgłaszane przez stronę polską jako sprzęt jednostek pieszych wysokiej gotowości do sił międzynarodowych (np. 1. batalion zmechanizowany 12. BZ w latach 2000-2006 wschodził  potencjalnie w skład Międzynarodowej Brygady Szybkiego Rozwinięcia ONZ „SHIRBRIG”). Wejście do Paktu Północnoatlantyckiego nie wpłynęło jednoznacznie na zmianę tego podejścia, bowiem jeszcze w Regulaminie Wojsk Lądowych z 2008 roku nadal rozróżniano na tym polu wyłącznie wojska pancerne i zmechanizowane oraz wojska zmotoryzowane, te ostatnie definiując jako lekką piechotę zdolną wyłącznie do zadań pomocniczych, ze środkami transportu w postaci samochodów ciężarowych. Pomimo to, zgodnie z porozumieniami sojuszniczymi, choć nie zostało to wprost wyartykułowane w nomenklaturze standaryzacyjnej, przystąpiono do formowania sił średnich, opartych o opancerzone platformy kołowe. Był to jednak proces powolny i naznaczony brakiem konsekwencji.

Wytypowane do tego 17. Brygada Zmechanizowana i 12. Brygada Zmechanizowana zaczęły od 2005 roku otrzymywać w miejsce BWP-1 nowe bojowe wozy opancerzone Rosomak, zasadniczo w odmianie bojowego wozu piechoty. Bataliony piechoty zmechanizowanej zmieniły nazwy na bataliony piechoty zmotoryzowanej (lata 2007-2008). Dotychczasowa struktura organizacyjna brygad oraz ich pododdziałów zaczęła ulegać zmianom. Rozwiązano w nich w latach 2006-2007 bataliony czołgów (np. do 17. BZ, przejmującej tradycje jednostek z Wielkopolski, po rozformowaniu w 2006 roku 15. Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Pancernej, trafił 15 batalion Ułanów Poznańskich, który następnie w 2007 roku przekształcony został w trzeci batalion piechoty brygady). Zreformowano struktury innych pododdziałów, np. batalionów dowodzenia. W 2011 roku obu brygadom podporządkowano także bataliony saperów (5. kresowy batalion saperów wszedł w skład 17. WBZ, 2. stargardzki batalion saperów w skład 12. BZ).

Nowa struktura organizacyjna sprawiła, że 17. WBZ i 12. BZ pozbawione zostały organicznych pododdziałów pancernych. Nie udało się jednak dotąd w pełni przejść z pojazdów gąsienicowych na te o kołowym układzie jezdnym. Nadal w obu brygadach znajdują się zarówno BWP-1 (proces przezbrajania batalionów piechoty zmotoryzowanej obu brygad przebiega bardzo powoli, co wynika z użytkowania w latach 2007-2014 przez PKW Afganistan dużej liczby Rosomaków, pierwotnie przeznaczonych dla tych związków taktycznych), jak i gąsienicowe wozy specjalne (techniczne, dowodzenia itp.). Docelowo jednak mają one zostać zastąpione przez wozy kołowe.

Wycofanie czołgów ze wzmiankowanych brygad zmechanizowanych ożywiło ok. 2006 roku dyskusję na temat wprowadzenia na uzbrojenie Wojska Polskiego wozu bojowego z ciężkim uzbrojeniem, to jest armatą o kalibrze powyżej 75 mm, na nośniku kołowym. W programie Kołowego Transportera Opancerzonego z początku XXI wieku pojazd taki nie był jednak przewidziany, choć konstruktorzy Patrii, fińskiego producenta AMV, przewidzieli jako opcję możliwość instalacji wież mieszących systemy artyleryjskie kal. 90-105 mm, a nawet 120 mm. Dotyczyło to jednak oryginalnej platformy bazowej, nie zaś pływającej odmiany dla Polski. AMV (XA-361) był prezentowany już w 2007 roku z systemem wieżowym CT-CV 105HP firmy Cockerill Maintenance & Ingénierie (CMI, oddział techniki wojskowej – CMI Defence SA), także przedstawicielom armii polskiej. Następnie w 2010 roku sama wieża z armatą kal. 105 mm L/51 prezentowana była na terenie Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku. W zależności od stopnia ochrony, masa systemu waha się od 4,3 do 4,9 tony. Z armaty można strzelać m.in. pociskami przeciwpancernymi M1060 i M1061, burzącymi M1010, plastycznymi M393, odłamkowi M1204 czy dymnymi M416, a także przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Falarisk. Wreszcie w 2012 roku firmy WZM S.A. (dziś Rosomak S.A.) oraz CMI Defence zorganizowały dla przedstawicieli Sił Zbrojnych poligonowy pokaz i testy Rosomaka z wieżą CT-CV, który dla celów promocyjnych otrzymał nazwę Wilk. Z powodu wzrostu masy i zmienionego środka ciężkości, Wilk pozbawiony został możliwości pokonywania przeszkód wodnych wpław. Od tego czasu zarówno polski producent nośnika jak i belgijski wytwórca wieży starają się zainteresować polskie MON swą ofertą. W 2014 roku na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach pokazano kolejną odmianę takiego pojazdu, czyli Rosomaka uzbrojonego w najnowszą wieżę XC-8 105HP, opracowywaną przez CMI od 2010 roku. Warto nadmienić, że podobnie jak zestaw wież włoskich Hitfact 105/120, belgijska Cockerill XC-8 oferowana jest także z armatą kalibru 120 mm (stąd w ofercie nosi oznaczenie XC-8 105-120 HP). W czasie kolejnych MSPO w Kielcach wystawiono z kolei wóz z jeszcze potężniejszym uzbrojeniem – właśnie armatą kal. 120 mm, choć oczywiście prób ogniowych z tak potężnym działem na Rosomaku jak dotąd nie przeprowadzono i wydaje się mało realne, aby zostały one kiedyś podjęte.

> regulamin