22 października 2017

Rosomak wsparcia – konieczność czy fanaberia?

Norbert Bączyk

Aktualnie pododdziały piechoty zmechanizowanej i zmotoryzowanej Wojska Polskiego dysponują stosunkowo słabym nasyceniem zespołowymi środkami ogniowymi. O ile w pierwszym przypadku słabość tę niweluje częściowo możliwość wsparcia bronią pancerną macierzystego związku taktycznego, o tyle oddziały piechoty zmotoryzowanej nie mogą liczyć na własne czołgi. Czy zatem należy wyposażyć je w podobny sprzęt, odpowiednio pod względem technicznym dostosowany do ich operacyjno-taktycznej roli na polu walki?

Artyleria bezpośredniego wsparcia piechoty była niegdyś bronią rozpowszechnioną i odgrywała istotną rolę w jej działaniach na szczeblu pułku i batalionu. W niektórych armiach ta część artylerii nie podlegała nawet organizacyjnie dowództwu artylerii, lecz właśnie piechoty, co miało podkreślać organiczny i nierozłączny charakter obu. Jednakże wraz z rozpowszechnieniem się broni pancernej oraz mechanizacją piechoty, a także ogólnym wzrostem kalibru dział, klasyczne, relatywnie duże, ciężkie i kłopotliwe w obsłudze armaty służące do bezpośredniego wsparcia zaczęły tracić rację bytu. Zastąpiły je armaty czołgowe oraz broń pokładowa bojowych wozów opancerzonych (BWO/ACV – grupa sprzętu pancernego obejmująca transportery opancerzone, bojowe wozy piechoty i bojowe wozy z ciężkim uzbrojeniem), a ponadto w mniejszym zakresie granatniki oraz działa bezodrzutowe. W latach 60. XX wieku Armia Radziecka przyjęła do uzbrojenia bardzo innowacyjny konceptualnie pojazd bojowy BMP-1, który będąc platformą bojową i środkiem transportu drużyny piechoty, dawał jednocześnie tej ostatniej własne wsparcie artyleryjskie (z użyciem gładkolufowej armaty 2A28 Grom będącej adaptacją działa bezodrzutowego SPG-9 kal. 73 mm). Z punktu widzenia drużyny rozwiązanie to uznać należało teoretycznie za niezwykle korzystne, bowiem każdy pluton piechoty na BMP-1 dysponował jednocześnie siłą ognia dawnej baterii lekkiej artylerii do ognia na wprost. Nie było tak jednak w pełni. Walory armaty 2A28 okazały się poważnie ograniczone. Zwrócono uwagę na relatywnie niewielki zasięg strzału skutecznego, niską celność i szybkostrzelność, podatny na awarie mechanizm ładowania, niewielkie zakresy wychylenia oraz ograniczoną zdolność do rażenia celów opancerzonych (amunicja kumulacyjna), o powietrznych nawet nie wspominając. W konsekwencji wprowadzony do uzbrojenia w latach 70. XX wieku BMP-2 miał zupełnie inaczej skonfigurowane uzbrojenie. Zrezygnowano w nim z klasycznej armaty wsparcia piechoty – czyli działa przeznaczonego przede wszystkim do rażenia celów obszarowych i siły żywej amunicją odłamkową i lekko ufortyfikowanych amunicją burzącą – na rzecz automatycznej armaty szybkostrzelnej kalibru 30 mm. Broń taka odznaczała się większą celnością, zasięgiem, mogła z powodzeniem zostać wykorzystana jako działo przeciwpancerne przeciwko celom lżej opancerzonym oraz nadawała się do zwalczania celów niskolecących. To rozwiązanie było korzystne, bowiem wobec mieszanej struktury oddziałów i związków zmechanizowanych, piechota mogła i tak liczyć na armaty klasycznych czołgów, a zatem nie traciła bezpośredniego, czołowego wsparcia artylerii, a zyskiwała dodatkowe możliwości ogniowe. Podobna filozofia panowała w armiach zachodnich, bo nawet jeśli piechota zmechanizowana nie dysponowała bojowymi wozami piechoty, a transporterami opancerzonymi, również mogła liczyć na wsparcie własnych pododdziałów pancernych.

Piechota bez czołgów

Czołg, to wedle obowiązującej w Polsce definicji pojazd o masie powyżej 16,5 tony, uzbrojony w armatę kalibru co najmniej 75 mm, zdolną do dookolnego obrotu, nie przewożący desantu i posiadający „wysoki poziom samoochrony” (norma kodyfikacyjna nie wyjaśnia szczegółowo zakresu tej ochrony). Ponieważ definicja ta, podobnie jak zapisy traktatu CFE, jest mocno nieprecyzyjna, można odwołać się do powszechnie przyjmowanego stwierdzenia, że czołg to wóz bojowy łączący w sobie dużą siłę ognia (armata kalibru 75-125 mm służąca do ognia bezpośredniego), wysoką mobilność (szybkość, zwrotność, zdolność pokonywania trudnych przeszkód terenowych) oraz solidną ochronę (pancerz odporny na przebicie pociskami armat małokalibrowych oraz w niektórych przypadkach w strefach przednich nawet innych armat czołgowych). Pojazd taki, z racji dobrego opancerzenia oraz dysponowania silnym uzbrojeniem w wieży dużych rozmiarów, odznacza się znaczną masą. Charakteryzuje go również gąsienicowy układ jezdny, gwarantujący pomimo tejże masy właściwą zdolność do pokonywania trudnego terenu. Czołg jest najsilniejszym, czyli najlepiej uzbrojonym i chronionym, bojowym wozem opancerzonym lądowego pola walki w bezpośredniej styczności z przeciwnikiem. Niemniej największymi wadami czołgów są relatywnie krótkie resursy (okresy międzyremontowe i przeglądowe) agregatów układów przeniesienia napędu i jezdnego (przekładnie, gąsienice) oraz ograniczona liczba godzin pracy jednostki napędowej, wymuszające ograniczenia w eksploatacji bieżącej, drastycznie zmniejszające mobilność operacyjną (częste przemarsze o własnych siłach na duże dystanse) oraz – z racji wspomnianej masy – mobilność strategiczną (tylko duże samoloty transportowe mogą przewozić czołgi o masie 50-70 ton). Nawet czołgi zachodnie III generacji powojennej, choć ich agregaty odznaczają się średnio dwu lub trzykrotnie większą żywotnością eksploatacyjną niż ich rosyjskie odpowiedniki, oraz są one dobrze przygotowane do długich przemarszów samodzielnych po drogach publicznych, mają w tym zakresie poważne ograniczenia. Dla przykładu, w warunkach pokojowych wedle norm obowiązujących w Wojsku Polskim, czołg Leopard 2A4 wymaga obsług okresowych po zużyciu odpowiednio 5 tys. litrów paliwa, 10 tys. litrów i 20 tysięcy litrów paliwa (średnie spalanie 350 litrów na 100 km), co jest parametrem dobrym, ale i tak jego docelowa norma eksploatacji obliczona jest na 30 lat lub 20 tys. kilometrów przebiegu. Stąd roczna norma zużycia resursu polskich Leopardów 2 została ustalona na zaledwie 900 km na egzemplarz. Dla kontrastu bojowy wóz piechoty Rosomak z kołowym układem jezdnym wymaga obsług okresowych co każde 1250 litrów zużytego paliwa, a następnie 2500, 5000 i 9000 litrów, ale spala go pięć razy mniej niż czołg. Ponadto choć docelowa norma eksploatacji obliczona jest tak samo na 30 lat, to już możliwy do wykonania w tym czasie przebieg określono na 300 tys. kilometrów, czyli porównywalny dla cywilnego samochodu osobowego i o cały rząd wielkości większy, niż dla czołgu Leopard 2.

Wejście do walki pododdziałów pancernych jest zatem związane z koniecznością zapewnienia odpowiedniego, czyli bardzo rozbudowanego, zabezpieczenia logistycznego w czasie ich transportu w strefę działań wojennych oraz w rejonach ich bezpośredniego rozwinięcia. Następnie w czasie walk predysponowane są one do gwałtownych uderzeń, manewrów lub nawet dalekich zagonów i rajdów pancernych (czego przykładem mogą być działania brygad zmechanizowanych 3. Dywizji Piechoty USA w inwazji Iraku w 2003 roku), ale wyłącznie w relatywnie krótkich okresach czasu, po których konieczne jest ich wycofanie lub zluzowanie celem wykonania niezbędnych dla poprawnego funkcjonowania sprzętu obsług okresowych oraz wymiany zepsutych czy zużytych agregatów. W czasie działań wojennych zużywają one również znaczne ilości zaopatrzenia w przeliczeniu na jednostkę sprzętu, przede wszystkim dotyczy to przydziałów materiałów pędnych. Pododdziały pancerne nie są wreszcie predysponowane do działań patrolowych i kontroli obszarów tyłowych.

Tymczasem w latach 90. XX wieku, wobec rozpadu dwubiegunowego podziału świata i spadku ryzyka wybuchu konfliktu światowego, oraz wobec nowych trendów interwencjonistycznych w polityce państw Zachodu, planiści czołowych armii NATO zaczęli poszukiwać nowego modelu dla własnych sił zbrojnych, tak aby lepiej odpowiadały one nowym wyzwaniom. Zaczęto zatem podnosić kwestię konieczności większego zaangażowania sił Sojuszu w wojny lokalne, toczone często w odległych od europejskiego rejonach globu, skutkiem których to interwencji byłaby normalizacja sytuacji i wymuszenie pokoju. Misje tego rodzaju, nazywane stabilizacyjnymi, z założenia trwać miały przez dłuższy czas. Ich pierwsza, gwałtowna faza, obejmować miała interwencję sił szybkiego reagowania i zajęcie określonego obszaru, faza druga jego okupację i stopniowe przywracanie na nim ładu i porządku społecznego. Ważnym czynnikiem była szybkość reakcji sił własnych, oznaczająca m.in. możliwość dynamicznego rozwinięcia na wskazanym obszarze operacyjnym związków taktycznych i ich niezwłoczne przystąpienie do działań. Uznano przy tym, że klasyczne wojska pancerno-zmechanizowane, czyli tzw. siły ciężkie, nie są predysponowane do wzmiankowanego rozwinięcia, m.in. z powodów charakterystyk taktyczno-technicznych użytkowanego przez nie sprzętu. W efekcie nastąpiły decyzje o konieczności położenia większego nacisku na rozwój sił lekkich oraz sił średnich, to jest oddziałów zmotoryzowanych i zmechanizowanych, ale pozbawionych czołgów, gąsienicowych wozów artyleryjskich i specjalnych, a nawet takowych bojowych wozów piechoty. W siłach średnich ich miejsce miały zająć lżejsze pojazdy kołowe, o wyraźnie sprecyzowanej masie i rozmiarach, dostosowanych do możliwości przewozu drogą lotniczą nawet taktyczno-operacyjnymi samolotami transportowymi oraz zdolne do długotrwałych działań manewrowych, a następnie patrolowych i – w razie konieczności – interwencyjnych na zajętym terytorium.

Jeśli idzie o rozwiązania taktyczne oraz wynikające z nich wymagania technicznego dla sprzętu bojowego, koncepcja przyjęta w drugiej połowie lat 90. XX wieku przez NATO nie była założeniem nowym ani nietypowym. Kładła w szerszym wymiarze nacisk na inne niż dotąd akcenty, podkreślając konieczność zaangażowania się w konflikty lokalne, często na obszarach peryferyjnych. Tym samym był to w pewien sposób nawrót do doktryny działań bojowych ery postkolonialnej, która wcześniej w mniejszej skali była już stosowana w Afryce przez takie państwa jak Francja czy RPA. I to właśnie na doświadczeniach tych armii lub wspieranych przez nie lokalnych ugrupowań zbrojnych z konfliktów zwłaszcza z lat 80. XX wieku (wojna w Angoli, wojna Czadu z Libią), w połączeniu z doświadczeniami interwencji ONZ na rzecz oswobodzenia Kuwejtu (1990-1991), oparto nową koncepcję sił średnich.

> regulamin