25 września 2017

Pancerny debiut

Redakcja

Gdy pojawił się na polu walki, był koszmarnie wolny, awaryjny, trudny w obsłudze i łatwy do zniszczenia. Potem przez dwie dekady walczył z krzywdzącą tezą, iż jest jedynie pomocniczą bronią piechoty. Zdominował II wojnę światową i po dziś dzień króluje w arsenałach na całym świecie. Bojowa historia czołgu ma już 100 lat.

Krwawa bitwa nad Sommą trwała już dwa i pół miesiąca. W połowie września 1916 roku wojska brytyjskie szykowały się do kolejnej jej fazy, której częścią było natarcie w rejonie miejscowości Flers i Courcelette. Żołnierze skierowanych w ten rejon pułków angielskich, kanadyjskich i nowozelandzkich wiedzieli, iż z natarcia na umocnione pozycje niemieckie żywi wyjdą tylko nieliczni. Wszakże Somma – najkrwawsza bitwa w całej historii armii brytyjskiego imperium – tylko pierwszego dnia trwania pochłonęła kilkadziesiąt tysięcy ludzkich istnień. Teraz mogło być podobnie, ponieważ mimo wielogodzinnego ostrzału artyleryjskiego, niemieckie stanowiska nie zostały sparaliżowane. Tym razem jednak piechurzy otrzymali niezwykłe wsparcie. Dziwaczne, opancerzone pojazdy o trakcji gąsienicowej, torowały im drogę wśród zasieków i lejów, ogniem swych dział oraz karabinów niszcząc napotkane punkty oporu. Początkowo obrońcy z przerażeniem odnotowali bezsilność swej broni ręcznej w walce z brytyjskimi wozami. Kilka wręcz przedefilowało przez kolejne linie okopów i znalazło się na tyłach Niemców. Aby je niszczyć, trzeba było użyć artylerii. Ostatecznie alianckie natarcie zostało zatrzymane, ale bilans walk z 15 września 1916 roku był jak na warunki wojny pozycyjnej dość korzystny – atakujący opanowali kilka kilometrów kwadratowych terenu za cenę znacznie mniejszych niż zazwyczaj strat. Czołg – zupełnie nowa broń – pokazał, iż może być groźny.

Traktor do zadań specjalnych

Idea zbudowania uzbrojonego i opancerzonego pojazdu gąsienicowego pojawiła się już pod koniec XIX wieku, wraz z pierwszymi ciągnikami spalinowymi, które mogłyby służyć jako podstawa pod wóz bojowy. I choć teoretyczną skuteczność takiej broni potwierdziły  wkrótce pierwsze akcje pociągów i samochodów pancernych, do wybuchu I wojny światowej żaden z pomysłów konstruktorów nie doczekał się udanej realizacji. Dopiero krwawe doświadczenia wojny pozycyjnej wymusiły na decydentach bardziej energiczne poszukiwanie nowych środków walki, które przywróciłyby działaniom wojsk manewrowy charakter.

Na początku 1915 roku, wraz z powołaniem tzw. Landships Committee (komitet ds. okrętów lądowych – skupiał przedstawicieli armii i marynarki), w Wielkiej Brytanii rozpoczęto intensywne testy pierwszych opancerzonych pojazdów, opartych właśnie na gąsienicowych ciągnikach. Warto zaznaczyć, że jednym z orędowników prac nad przyszłymi czołgami był sam Winston Churchill, wówczas Pierwszy Lord Admiralicji. Początkowo testy prototypów nie przyniosły zadawalających wyników. Latem 1915 roku płk Ernest Swinton, gorący entuzjasta nowej broni, wysunął kolejny projekt: bezwieżowego, całkowicie opancerzonego pojazdu z silnikiem spalinowym, z otworami strzelniczymi, z gąsienicami wystającymi poza zarys kadłuba. Ważący 14 ton, poruszający się z prędkością 3 km/h i zabierający trzech ludzi „Mały Wille” – jak nazwano prototyp na cześć inżyniera Williama Trittona, dyrektora fabryki Fostera, gdzie miały powstawać pancerne pojazdy – został przetestowany latem, ale i on nie spełnił oczekiwań. W związku z tym komitet zlecił opracowanie większego pojazdu. „Duży Wille”, nazywany również „Matką”, został zbudowany na przełomie 1915 i 1916 roku. Inaczej niż poprzednia była to maszyna o gąsienicach biegnących wzdłuż całych boków pojazdu, co miało ułatwić poruszanie się w trudnym terenie i lepiej wyważało konstrukcję. Z tyłu zamocowano dodatkowe koło sterowe. 2 lutego 1916 roku na specjalnie przygotowanym torze przeszkód w Hatfield Park „Matka”, obserwowana przez członków komitetu i wysokich przedstawicieli armii, wypadła nadzwyczaj dobrze. To zdecydowało o skierowaniu pojazdu do produkcji seryjnej, ostatecznie ustalonej na poziomie 150 sztuk. Pozostało jeszcze nazwać nową broń.  Płk Dolly Jones zaproponował słowo „tank”, czyli zbiornik. Zdaniem Jonesa miało to zmylić niemiecki wywiad, gdyż w dokumentach miały figurować zamówienia na specjalne zbiorniki, przeznaczone rzekomo dla sojuszniczej Rosji. Tak narodził się Tank Mark I, pierwszy seryjny czołg świata.

Brytyjski Mark I

16 lutego 1916 roku w Siberia Farm w okolicach Bisley Camp rozpoczęło się formowanie pierwszej w historii jednostki pancernej. Wybór rejonu szkoleniowego wynikał z bliskości koszar Motor Machine Gun Service of the Machine Gun Corps, zmotoryzowanej jednostki karabinów maszynowych, której żołnierze, z racji przeszkolenia w sprzęcie motorowym, mogli być pomocni także w szkoleniu pierwszych czołgistów. Później rejon szkolenia i zakwaterowania był jeszcze zmieniany kilka razy, aż wreszcie dopiero w październiku brytyjskie wojska pancerne znalazły swe docelowe „rodzinne gniazdo” – Bovington. Szkolenie na czołgach rozpoczęto dopiero po dostarczeniu pierwszych maszyn seryjnych na przełomie czerwca i lipca 1916 roku.

Zbiorniki idą na front

Produkcja „zbiorników” ruszyła wiosną 1916 roku, zaś płk Swintonowi powierzono kierowanie nowoutworzonym Oddziałem Czołgów, który miał zarządzać szkoleniem załóg i wypracowaniem odpowiedniej taktyki walki. Pierwsza jednostka liniowa czołgów, o stanach osobowych rozwiniętych wkrótce do poziomu pułku, otrzymała początkowo nazwę Heavy Section Machine-Gun Corps (Sekcja Ciężka Korpusu Karabinów Maszynowych). Dowodził nią płk Bradley. W jej skład wchodziło sześć kompanii wozów bojowych, oznaczonych literami od „A” do „F”. Kompania dzieliła się na cztery plutony, każdy po sześć maszyn. Wraz z czołgiem rezerwowym kompanii było to 25 maszyn.
Na dowódców pododdziałów wyznaczono:
kompania A – mjr C.M. Tippets
kompania B – mjr T.M. McLellan
kompania C – mjr A. Holford-Walker
kompania D – mjr F. Summers
kompania E – mjr N.H. Nutt
kompania F – mjr W.F.N. Kyngdon.

Tymczasem w kwietniu 1916 roku, na wniosek gen. Haiga, Naczelnego Dowódcy Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych, wojska lądowe zamówiły kolejnych 50 czołgów. 21 lipca 25 czołgów Mark I zostało zaprezentowanych przedstawicielom Szefostwa Imperialnego Sztabu Generalnego (CIGS – Chief of the Imperial General Staff), War Office oraz Naczelnego Dowództwa Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych (GHQ BEF – General Headquarters British Expeditionary Force). Nowa broń wzbudziła wśród zebranych oficerów duże nadzieje, nakazano użyć czołgów jak najszybciej w walce.

Latem 1916 roku kompanie „A”, „B”, „C” oraz „D”, wraz z dopiero co dostarczonymi czołgami, opuściły ośrodki szkoleniowe na Wyspach i stopniowo odpływały do Francji. Mimo, iż szkolenie nie było jeszcze zakończone, sprzęt napływał powoli oraz wykazywał liczne usterki, nie było części zamiennych, wreszcie nie istniała też wypracowana taktyka dla nowej broni, dowództwo naciskało na jak najszybsze użycie czołgów w walce. Od 1 lipca Brytyjczycy prowadzili bowiem morderczą ofensywę nad Sommą, tracąc w ciężkich, pozycyjnych walkach ogromne ilości ludzi. Jeśli istniało cokolwiek, co mogłoby doprowadzić do przełomu w walce, musiało natychmiast zjawić się na polu bitwy. Pierwsza na Stary Kontynent dotarła kompania C, co miało miejsce 21 sierpnia, gdy wiozący jej czołgi statek zawinął do Hawru. 24 sierpnia czołgi kompanii, załadowane na platformy kolejowe, dotarły do Yvrench pod Abbeville. 26 sierpnia pokazane je najwyższym dowódcom brytyjskim na froncie zachodnim. W kolejnych dniach trwał przerzut kolejnych kompanii, proces ten nie zakończył się przed wejściem czołgów do walki, bowiem kompania „A” dotarła do Francji dopiero 14 września, dzień przed tym, jak koledzy z innych pododdziałów mieli wejść do walki. Zdecydowano zatem, że wszystkie gotowe do działań wozy zostaną zebrane w kompania „C” i „D”. 14 września pododdziały zostały przesunięte na podstawy wyjściowe, kompania „C” pod Briquetterie w pobliżu Trones Wood, kompania „D” w rejon Greek Dump. Czołgi kompanii plutonami przydzielono do pododdziałów różnych dywizji brytyjskich mających brać udział w ataku – kanadyjskiej 2. Dywizji Piechoty, Dywizji Gwardii, 6. Dywizji Piechoty, 14. Dywizji Piechoty, 41. Dywizji Piechoty, 50. Dywizji Piechoty i 56. Dywizji Piechoty.

Pamiętny debiut

Rano 15 września 1916 roku do wsparcia nowego natarcia w rejonie Flers i Courcelette wytypowano ostatecznie 59 czołgów Mark I. Brytyjskie wozy były nowatorską konstrukcją i sprawiały spore trudności. Dzieliły się na dwa podtypy, tzw. „męski” – uzbrojony w dwa działa kal. 57 mm plus trzy karabiny maszynowe – oraz „żeński” – wyposażony wyłącznie w karabiny maszynowe w liczbie pięciu-sześciu sztuk. Długie wraz z dodatkowymi kołami sterowniczymi na blisko 10 metrów, szerokie na przeszło cztery metry i wysokie na 2,5 metra ważyły 27-28 ton („żeńska” odmiana była nieco lżejsza). Do napędu tych pancernych potworów służył mało wydajny silnik Daimler o mocy zaledwie 105 KM, przez co szybkość maksymalna Mark I wynosiła tylko kilka kilometrów na godzinę. Pancerz, gruby maks. na 10-15 mm, chronił wyłącznie przed bronią ręczną i odłamkami granatów. Pracująca w ogromnym ścisku, w wysokich temperaturach i stale podtruwana wyziewami z silnika załoga każdego czołgu składała się z ośmiu ludzi.

Ostatecznie z 59 czołgów po przeglądach na front skierowano o dziesięć mniej, głównie z kompanii „C” i „D”. Maszyny oznakowane literami swych kompanii i numerami wozów (np. „D-17”) powoli pełzły w kierunku spowitej w ogniu i dymie linii frontu, ale zanim osiągnęły pozycje wyjściowe zepsuło się kolejnych 17 (wedle innych źródeł 13).  Wreszcie pozostałe 32, podzielone na sekcje po dwa-trzy wozy, poszły do natarcia, rozpoczynając trwającą do dziś bojową historię czołgu. Już pierwsza walka wykazała wiele wad pancernych kolosów. Podmokły teren zatrzymał pięć maszyn, kolejne awarie następnych dziewięć. Inne wsparły jednak skutecznie swych piechurów pod Flers, Martinpuich oraz Courcelette, przyczyniając się do lokalnego sukcesu terenowego. Niemcy musieli sięgnąć po artylerię, aby zatrzymać pancerne natarcie. I choć większość czołgów z kompanii „C” i „D” została wkrótce zniszczona lub uszkodzona, czołg wykazał swą skuteczność. Z jego pomocą piechota zdobywała teren szybciej i za cenę znacząco mniejszych strat, pancerne wozy budziły też strach u przeciwnika. Potrzeba było jeszcze ponad roku, zanim wypracowano odpowiednią taktykę walki i stworzono odpowiednio liczne formacje czołgów, ale w 1918 roku to właśnie one miały przyczynić się w ogromnym stopniu do końca wojny pozycyjnej i ostatecznego zwycięstwa aliantów.

> regulamin