23 września 2017

Tygrysy pod Kurskiem – analiza operacyjna

Eugeniusz Żygulski

Bilans

Operacja „Cytadela” zakończyła się niepowodzeniem. Dla jednostek czołgów ciężkich jej bilans był niejednoznaczny. W lipcu 1943 roku na wszystkich frontach, jak podaje wykaz Heeres-Waffenamt, armia niemiecka utraciła bezpowrotnie 33 Tygrysy, czyli 50% ówczesnego poziomu produkcji. Straty te rozłożyły się następująco:

  • 502. batalion – 1 czołg;
  • 503. batalion – 7 czołgów (w tym 5 bezpośrednio w czasie „Cytadeli”);
  • 504. batalion (niepełny) – 13 czołgów (zniszczone na Sycylii);
  • 505. batalion – 6 czołgów (w tym 5 bezpośrednio w czasie „Cytadeli”, szósty wóz odesłano do Rzeszy do remontu kapitalnego 20 lipca);
  • „Grossdeutschland” – 1 czołg lub 0 czołgów (kwestia ta nie jest jasna z powodu trudnej do zweryfikowania informacji o rzekomym przydziale pod koniec czerwca dodatkowego Tygrysa do 13. kompanii 1. Pułku Pancernego SS, który jakoby 6 lipca został rozebrany na części; w takim przypadku kompania z dywizji grenadierów pancernych Wehrmachtu istotnie nie mogła stracić żadnego czołgu, ale meldunki dekadowe i dane Heeres-Waffenamt wskazują na utratę Tygrysa – trzeba pamiętać, że w tym przypadku termin „straty bezpowrotne” obejmuje też wozy odesłane do Rzeszy na remont kapitalny);
  • 13. kompania 1. Pułku Pancernego SS – 1 czołg (12 lipca – według niektórych źródeł „Leibstandarte” utraciła dwa Tygrysy, w tym jeden 6 lipca, ale już sam przydział dodatkowego czołgu oraz utrata Panzer VI tego dnia stoi w sprzeczności z raportami II KPanc SS);
  • 8. kompania 2. Pułku Pancernego SS – 1 czołg (11 lipca);
  • 9. kompania 3. Pułku Pancernego SS – 3 czołgi (7 lipca i dwa już po „Cytadeli” 31 lipca).

Łącznie, w czasie własnego natarcia pod Kurskiem, Niemcy stracili bezpowrotnie 16 czołgów Panzer VI, licząc wszystkie 7 maszyn z 503. batalionu, lub 14 Tygrysów, jeśli nie uwzględnić dwóch maszyn z tego batalionu, które utracono tuż po formalnym wygaśnięciu ofensywy, ale w obronie terenu wywalczonego w jej wyniku. Znacznie wyższa była liczba pojazdów obezwładnionych, a najskuteczniejszą bronią wobec nich okazały się miny, które tylko w dniach 5-6 lipca wyeliminowały przejściowo z walki większość niemieckich czołgów ciężkich. Wbrew powojennej radzieckiej propagandzie, największa jednostkowa „masakra” Tygrysów miała jednak miejsce w lipcu 1943 roku nie pod Kurskiem, a na Sycylii, gdzie w ciągu zaledwie kilku dni rozbito 2. kompanię 504. batalionu. Pod Kurskiem nie rozbito żadnej kompanii Tygrysów, choć poniosły one znaczne straty, same jednak zadając wielokrotnie wyższe swym przeciwnikom. Szacuje się, że ogień prowadzony przez Panzer VI obezwładnił między 5 a 20 lipca 1943 roku ok. 500 radzieckich pojazdów pancernych, w większości doprowadzając do ich zniszczenia. Czołgi te wykazały swą wysoką skuteczność również później, w sierpniu 1943 roku, w toku walk obronnych pod Orłem i Charkowem, ale to zagadnienie wykracza poza ramy niniejszego artykułu.

W bitwie pod Kurskiem oddziały wyposażone w Panzer VI zostały użyte zarówno do bezpośredniego wsparcia piechoty, jak również jako czołgi wsparcia dla batalionów pancernych wyposażonych w lżejsze i gorzej uzbrojone wozy. W pierwszej fazie natarcia, w czasie przełamywania polowych umocnień radzieckich, Tygrysy przydzielono wraz z działami szturmowymi na pierwszą linię, gdzie prowadziły ogień do wykrytych stanowisk dział przeciwpancernych, schronów i innych pozycji umocnionych oraz okopanych czołgów. Ich główną zaletą w takiej sytuacji był solidny pancerz, co w połączeniu z przewagą zasięgu skutecznego ognia, czyniło Panzer VI bardzo groźną bronią. Własne akcje ofensywne narzucały jednak działanie na terenie dotychczas zajętym przez przeciwnika. Zła współpraca z piechotą i saperami prowadziła czasem do osamotnienia nacierających czołgów, które wysuwały się nadmiernie przed własne linie, narażając się na pułapki przeciwpancerne oraz wchodząc na nierozpoznane lub źle oznakowane pola minowe. W ten właśnie sposób już w ciągu pierwszych 48 godzin natarcia wyeliminowano z walki większość Tygrysów 13. kompanii z „Grossdeutschland” czy 2. kompanii 503. batalionu czołgów ciężkich. Służba w czołgach ciężkich była trudna i wymagająca. Oddziały rzucane jako pierwsze do przełamywania wrogich pozycji ponosiły spore straty, zwłaszcza w kadrze dowódczej. Dowódcy czołgów, prowadząc obserwację przy otwartych włazach, narażali się na ostrzał lub ranienie odłamkami. Nic więc dziwnego, że w toku opisywanych zmagań tak wielu dowódców kompanii i plutonów Tygrysów zostało rannych lub zginęło. W walce z piechotą i umocnieniami radzieckimi załogi Panzer VI spisywały się dobrze, ale możliwości Tygrysów było można najlepiej wykorzystać w walce z bronią pancerną. Tam, gdzie na szpicy natarcia znajdowały się plutony Tygrysów, kontratakujące pułki i brygady pancerne Armii Czerwonej ponosiły od razu bardzo wysokie straty. Uwidoczniło się to pod Kurskiem w szeregu starć pancernych, szczególnie zaś w czasie chaotycznych kontrataków wojsk Frontu Woroneskiego na II KPanc SS w dniach 7-12 lipca oraz pod Butyrkami 6 lipca. Potężna siła ognia i dobra ochrona pancerna zostały jednakże okupione w Panzer VI ograniczoną mobilnością, co również było widoczne w czasie walk. Czołgi ciężkie nie zawsze mogły towarzyszyć lżejszym wozom, ponieważ albo brakowało dla nich odpowiednich przepraw przez rowy przeciwpancerne oraz rzeki (mimo teoretycznej możliwości pokonywania przeszkód wodnych w bród lub pod wodą), albo zapadały się w podmokłym gruncie.

Ogromnym problemem w czasie bitwy była bieżąca dostępność czołgów, często wahająca się na poziomie zaledwie 20-30% potencjału wyjściowego (wartości te były bardzo zmienne). Było to spowodowane wspominanym już parokrotnie wykorzystywaniem Tygrysów jako czołgów wsparcia piechoty. Wozy te dobrze przysłużyły się w dniach 5-6 lipca, gdy w pasach swego działania współuczestniczyły w przełamaniu pierwszego lub obu pasów głównej linii obronnej wojsk radzieckich. Ceną za ten sukces było jednak uszkodzenie większości z nich na minach lub w wyniku ognia nieprzyjaciela. Kilkanaście czołgów wyszło z linii również z powodu awarii, głównie układu napędu lub przeniesienia napędu. Usprawnienie większości maszyn zajmowało 48-72 godzin, ale pod Kurskiem były to godziny decydujące. Za jedną linią obronną znajdowała się bowiem kolejna i tam, gdzie Tygrysów brakowało, jej przełamanie stawało się sporym wyzwaniem. Warto zwrócić uwagę, że przykładowo w pasie 9. Armii udało się przełamać jedynie pierwszą pozycję obronną za cenę obezwładnienia większości własnych Tygrysów z 505. batalionu i gen. Lamelsenowi wyraźnie brakowało odwodów, gdy jego wojska podeszły pod drugą linię. Wszystkie ciężkie wozy wsparcia i przełamania zostały bowiem zużyte we wstępnej fazie boju, a czołgi średnie z wprowadzanych teraz do walki pułków pancernych nie miały równej im przebojowości. Tygrysów zabrakło też pod Prochorowką 12 lipca, gdyż większość z Panzer VI 13. kompanii 1. Pułku Pancernego SS była jeszcze naprawiana po wcześniejszych walkach i do boju można było rzucić zaledwie kilka Panzer VI. Mimo to nawet pojedyncze Tygrysy wykazały wówczas swe wysokie walory w zwalczaniu czołgów nieprzyjaciela.

Pod względem operacyjnym wykorzystanie jednostek czołgów ciężkich pod Kurskiem zostało zaplanowane źle. Wozy te wystąpiły w znacznym rozproszeniu taktycznym, a wyznaczone im obszary działań także zostały wielokrotnie źle dobrane. Na 9 kompanii Tygrysów w dniu 5 lipca 1943 roku aż 7 walczyło samodzielnie. Teoretycznie istniała możliwość koordynowania przez dowództwo danego korpusu działań wszystkich czołgów ciężkich (takie dowództwo posiadał II KPanc SS), jednak korzystano z tego bardzo rzadko. W III KPanc 503. batalion czołgów ciężkich rozdzielono na samodzielne kompanie, próbując połączyć go w jedno silniejsze zgrupowanie dopiero 11 lipca. Uznano więc zapewne Tygrysy za broń cenną taktycznie, ale bez znaczenia operacyjnego (trudno się temu zresztą dziwić, skoro mowa o jednostce wielkości batalionu, ale, z drugiej strony, sztab III KPanc najwyraźniej nie wyznaczył punktu ciężkości w pasie swego natarcia, a to już jest zarzutem). Podobnie postępowano w II KPanc SS, gdzie z kompanii czołgów ciężkich nie stworzono jednego zgrupowania przełamującego, oddając je plutonami pod rozkazy dowódców poszczególnych batalionów grenadierów pancernych. Dużym więc wysiłkiem okazywała się potem koncentracja pojedynczej nawet kompanii. Większą rozwagą wykazało się dowództwo XXXXVII KPanc (specjalna 21. Brygada Pancerna), ale już nie 9. Armii, gdzie łącznie trzy bataliony ciężkich wozów (505. plus 653. i 654. z Ferdynandami) również rozdzielono na osobne grupy taktyczne. W efekcie wszędzie Niemcom brakowało odwodowych jednostek czołgów ciężkich, które mogliby rzucić w wyłom, jakiego dokonały formacje pierwszego rzutu. Ewidentnie zlekceważono tu siłę oporu oraz wielkość wojsk przeciwnika, a atakującym oddziałom wyznaczono zbyt ambitne cele. Tygrysy rozdzielono wręcz celowo, chcąc zapewnić ich wsparcie na jak najszerszym obszarze natarcia (5 lipca wspierały natarcie łącznie 8 różnych dywizji). Przyniosło to skutki odwrotne od zamierzonych, zwłaszcza w III KPanc, gdzie dużą siłę 503. batalionu zmarnowano, nie tylko rozpraszając czołgi ciężkie, ale jeszcze wytracając je wkrótce na polach minowych. W XXXXVII KPanc dobre efekty przyniosła współpraca czołgów, dział samobieżnych i piechoty 6. DP w dniu 5 lipca, ale dowództwo korpusu nie miało już dalszych oddziałów czołgów ciężkich do swej dyspozycji. W tej sytuacji zarzut postawić można OKH, które, mimo przygotowywania własnej wielkiej ofensywy, skierowało odbudowany do pełnych stanów batalion czołgów ciężkich (502.) nie do 9. Armii, lecz do Grupy Armii „Północ”, gdzie przecież nie planowano żadnych wystąpień zaczepnych. To również przykład rozproszenia wysiłku.

Podsumowując, czołgi Panzer VI Tiger wykazały się w czasie operacji „Cytadela” wysokimi walorami bojowymi. Na pierwszym miejscu wskazać należy ich siłę ognia, co w połączeniu z dobrze wyszkolonymi załogami przyniosło imponujące efekty w zwalczaniu wrogich wozów pancernych. Tygrysy nie były jednak niezniszczalne. Większość z nich radziecka obrona obezwładniła w czasie pierwszych 48 godzin walk, choć wyłącznie okresowo. Miało to ostatecznie duże znaczenie, gdyż liczba dostępnych Panzer VI spadła dramatycznie, jakkolwiek w kolejnych dniach znów wzrosła. Nigdzie jednak Niemcy nie zdołali zebrać w jednym miejscu więcej niż 30 Tygrysów, przez co czołgi te nie miały wpływu na przebieg walk w szerokim wymiarze taktycznym czy operacyjnym. Było ich zbyt mało. Braki nie wynikały jednak wyłącznie z niskiej dostępności takich maszyn, ale również z powodu błędów taktycznych i operacyjnych niemieckiego dowództwa. Czołgi ciężkie Tygrys walczyły pod Kurskiem w znacznym rozproszeniu, przez co ich walory nie zostały do końca właściwie wykorzystane.

> regulamin